W dziedzinie dojrzałej intymności, czyli takiej, która bierze pod uwagę całego człowieka (jego uczucia, emocje, dialog i otwartość na siebie oraz partnera), pojawia się coraz więcej materiałów, książek, artykułów, wglądów, zjazdów, warsztatów, wykładów, ćwiczeń, rozmów i rad 🙂 Wspaniale! Ale jak wszystko, również dziedzina tzw rozwoju osobistego, a w tym szczególnym przypadku tantry, ma swoje jasne i ciemne strony.

Jasna strona jest taka, że można dowiedzieć się naprawdę fajnych rzeczy, dokształcić, zmienić poglądy, polepszyć życie, urozmaicić i pogłębić relacje oraz związki, poznać nowe, pozbyć się starego, poszerzyć perspektywę i szczerze pośmiać 🙂

Oto lista kilku fajnych lektur, które pomagają w zmianie siebie, samoświadomości i przede wszystkim własnego spojrzenia na intymność. Można się przy tym dobrze bawić, a zdobyta wiedza świetnie przekłada się na zajęcia praktyczne 😉

1. Pierwszy komiks specjalnie dla kobiet; Opowieści dla kobiet pisane przez kobiety;

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21536971,autorki-komiksu-erotycznego-wkurza-nas-ze-kobieta-wciaz-moze.html

2. Książka Uwolnij Miłość; O intymności, z perspektywy otwartej i dojrzałej lekarki;

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/56,109835,19475686,slow-sex-uwolnij-milosc-marta-niedzwiecka-i-hanna-rydlewska.html

3. Portal uczący kobiecej przyjemności;

https://www.omgyes.com/

4. Książka Rytuały więzi małżeńskiej; Wspólna lektura dla par;

http://www.medium.com.pl/ksiazka.htm?id=209

5. Warsztat Duchowość i Intymność – Piotr J.Grabowski; Szczególnie polecane dla mężczyzn;

http://piotrjorgrabowski.blogspot.com/

6. Mielewczyk rozmawia intymnie; Mądre rozmowy o intymności i kobiecości;

https://www.facebook.com/seksnaszpowszedni/?hc_ref=PAGES_TIMELINE

 

Pod wymienionymi linkami w zależności od tego co potrzebujesz lub co najbardziej cię interesuje znajdziesz coś dla siebie. Uwaga 🙂 Wiadomo, że to tylko (i aż) część teoretyczna, a potem w życie trzeba wcielić praktykę i zastosować w praniu wszystkie te mądre rzeczy, które na co dzień czytamy, słyszymy i widzimy.

Ciemna strona całego tego rozwoju jest taka, że nie ma pigułki, która załatwi coś za ciebie, a rady innych nie wystarczą do zmiany twojego życia na lepsze.

Czasami słyszę pytanie czy przeczytanie jednej z takich książek daje gwarancję udanego życia oraz porozumienia w związku. Otóż nie daje. Czy cokolwiek daje? Wyszczególnione wyżej lektury też nie dają.

Człowiek chciałby magicznej pigułki, regułki albo przepisu, który zagwarantowałby mu szczęście jeśli nie wieczne to chociaż chwilowe. Dlatego takie wzięcie mają suplementy diety (łatwiej jest łyknąć witaminy niż codziennie robić świeże soki owocowo-warzywne), łatwiej jest łykać odchudzające tabletki, niż całkowicie zmienić dietę i regularnie się ruszać oraz łatwiej jest wziąć niebieski suplement zamiast zastanowić się czemu ciało nie działa.

Tak samo w tym przypadku człowiek chciałby, by po samym przeczytaniu chociaż część problemów zniknęła.

Czemu nie ma gwarancji?

Po przeczytaniu jest teoria.

A potrzeba nam zarówno teorii jak i praktyki. Przede wszystkim praktyki.

To praktyka, codzienne życie, ludzkie zwykłe wyzwania oraz przesiąknięte dramatami relacje międzyludzkie są tym, co daje nam największą możliwość realnej zmiany i to są te momenty, w których możemy wykazać się zdobytą wiedzą oraz wykorzystać czy też sprawdzić przyswojoną teorię. Bez tego absolutnie się nie da. Teoria bez realnego życia pozostaje jedynie teorią, a wtedy magiczna pigułka nigdy nie zadziała.

Teoria wymaga przyswojenia sobie nowej wiedzy, zaangażowania, zapamiętania, zrozumienia, otwarcia, zrezygnowania ze starych mechanizmów i dużego odpuszczenia.

Praktyka to nauczenie się nowych torów, otwarcie na drugiego człowieka, umiejętne żonglowanie zdobytą wiedzą w zaskakujących sytuacjach, szczególnie gdy jest pod górkę, trzymanie się nowych postanowień, konsekwencja, szlifowanie, ale najważniejsze to praca ze sobą i dokopywanie się do coraz głębszych pokładów siebie. Bez tego się nie da.

Nie jest to też tygodniowy proces z odbębnieniem kilku lektur, tylko podróż, w którą udajemy się sami lub z osobą, której zależy na takim odkrywaniu, tak samo jak i nam.

Pułapka.

Pomiędzy jasną, a ciemną stroną tego całego czytania, rozwijania się i zgłębiania siebie, jest też pułapka. Pułapka rozpędu rozwoju, ewolucji, technologii i elektronicznych nowinek oraz mnożących się w zawrotnym tempie teorii oraz nieograniczonego dostępu do środków przekazu.

 

Jeszcze do niedawna o intymności i relacjach nie mówiło się wcale, a teraz mówi z każdej strony. W pewnym momencie dostępność wiedzy, informacji, blogów, vlogów, książek i warsztatów zamiast uzupełniać i być wartością dodaną – przytłacza. Jesteśmy przestymulowani bodźcami, informacjami, radami, cytatami i ekspertami. Poszukiwanie i zdobywanie kolejnej wiedzy i kolejnych wglądów prowadzi do zachłyśnięcia się dostępnymi informacjami, do przejedzenia się nimi, a następnie nawet znudzenia. W tym momencie nie ma praktycznie na rynku rzeczy „nowych“ i „świeżych“. Wszystko zostało już powiedziane i napisane, a powtarzane rady i słowa (z moimi włącznie) są tym samym, tylko na inny sposób albo w innej kolejności.

Więc jak? Czytać? Nie czytać?

Szukać.

I przede wszystkim samodzielnie myśleć.

 

Jak we wszystkim, tak i tu potrzeba nam równowagi.

Po co jeść w kółko jeden posiłek, by potem się nim znudzić? Jedz co jakiś czas.

Po co jeździć na wakacje cały czas w to samo miejsce? Pojedź w nowe, poszerz horyzonty!

Po co oglądać ten sam kanał tv i narzekać na brak dobrych filmów? Pójdź do dobrego, niekomercyjnego kina.

 

Choć i w nudzie czyhają rozwiązania….

Gdy już ci się znudzą duchowe książki, zaczniesz żyć.

Gdy przejadłeś się pozycjami intymnymi, nad, pod i koło stołu, zaczniesz się zastanawiać czy może być w tym coś głębszego.

Gdy znudzi ci się polska kuchnia, sięgniesz po przyprawy z innego kontynentu.

Gdy znudzi ci się narzekanie, zaczniesz coś ze sobą robić.

Wszystko ma swoje miejsce, czas i cel, ale równowaga jest tym, co utrzymuje to w tzw. boskim porządku. Banalne? Może i tak.

Nie będzie zmiany w relacjach bez zmiany świadomości ludzi.

Kolorowe obrazki, techniki i szybkie rady nie wystarczają. Lektura jednej książki nie rozwiąże problemów w związku, a więcej książek nie daje gwarancji. Nie ma czegoś takiego jak „pigułka załatwiająca rzeczy za ciebie“. Poprzeczka jest wysoka, a zmiana to droga.

I chociaż wszystkie te treści zawierają cenną wiedzę, mogą zrazić, gdy jest tego za dużo. Pamiętajmy też, że rozwiązania czy wskazówki kolejnego terapeuty, coacha czy „eksperta“ (ze mną włącznie) pochodzą z ich własnego doświadczenia, drogi i poszukiwań. Coś, co otworzyło drzwi komuś, nie koniecznie otworzy komuś innemu, bo dla każdego te drzwi są inne i sztuczka polega na tym, by odnaleźć „swoje“ opierając się na zaufaniu do siebie samego i własnej wiedzy i intuicji. Guruizm albo ślepe podążanie za kimś, kto wg nas „wie lepiej“ rzadko się sprawdza dlatego, że nie da się skorzystać z gotowego przepisu. Nie wiem czemu tak jest, może dla różnorodności i zabawy? Może byłoby nudno gdyby wszyscy robili wszystko w ten sam sposób?

To dlatego wiele tysięcy lat po śmierci guru jego wyznawcy wciąż do czegoś dążą i wciąż się ulepszają, choć sam guru mówił, by nie dążyć. Wciąż powtarzamy mądre cytaty i skrawki czyjejś wiedzy. Wciąż mówimy i czekamy na tzw oświecenie, spełnienie czy zbawienie. I to oświecenie jest cały czas „gdzieś tam“. Gdyby przekazywanie wiedzy było wyczekiwaną pigułką szczęścia, problemy ludzkości (te same co zawsze) zostałyby już dawno rozwiązane.

Ale nie są. Dlaczego? Bo idziemy śladami kogoś innego, a patrząc w dal (na tę osobę, wiedzę, teorię) widzimy kogoś i czyjeś doświadczenie, a nie siebie. „Zakochujemy“ się w guru i nauczycielach wątpiąc lub nawet nie wiedząc, że sami znamy odpowiedzi.

To też jest jednak w porządku. Dużo łatwiej jest zobaczyć piękno i mądrość w drugim człowieku niż w sobie samym. Dużo łatwiej jest zgodzić się z czymś mądrym, co powiedział ktoś inny niż trzymać się własnych wierzeń, które nie zostały nigdzie spisane, a najbliżsi wytykają palcami.

Dużo trudniej jest ufać swoim odczuciom, uczuciom, emocjom, intuicji i pomysłom, gdy od początku życia większość z nas słyszała, że bycie sobą i wyrażanie siebie nie jest w porządku, a nasze pomysły są głupie. Oczywiście, że w życiu dorosłym słuchamy wtedy i uwielbiamy kogoś innego z większym doświadczeniem i wiedzą, bo nie mamy zaufania do siebie i potrzebujemy informacji o sobie z zewnątrz.

Nie wierzę też, że jako ludzie jesteśmy leniwi. Że za dużo pracy nas czeka w zmianie siebie samych i dlatego większości z nas nie chce się tego robić. Nie wierzę w to. Boimy się nowego i nieznanego i to nas często powstrzymuje przed realną zmianą i działaniem w świeży sposób. Boimy się braku akceptacji ze strony otoczenia lub partnera, kary i osądu, gdy „nowe“ nam nie wyjdzie i będziemy jak nieporadne dzieci. Tyle razy zostaliśmy skarceni za „nieodpowiednie zachowanie“, że dzisiaj boimy się zrobić cokolwiek, co wyjdzie choć trochę poza normy społeczne lub oczekiwania najbliższych. Boimy się wdrożyć w życie nowe zachowanie, bo za nowości w przeszłości, zazwyczaj byliśmy besztani.

Głęboko wierzę, że lenistwo zniknęłoby samo, gdybyśmy tylko stworzyli przestrzeń pełną akceptacji, w której możemy wyrażać siebie w pełni i takimi, jakimi jesteśmy, nawet nieporadni, popełniający błędy i czasami robiący z siebie „głuptasów“. Tak samo zniknąłby lęk przed odsłonięciem siebie, przed wyjściem ze swojej skorupki i pokazaniem jacy jesteśmy naprawdę. Jeśli będziemy nawzajem zachęcać się do bycia sobą i do zmiany, znikną wahania „czy jest sens w ogóle czytać taką książkę“, bo chęć poznania nowego będzie większa niż strach przed czekającą nas pracą i nie wiadomo dokąd prowadzącymi rezultatami.

Czytajmy więc, uczmy się, zmieniajmy, poszerzajmy wiedzę. Ale kiedy przyjdzie moment, że będziemy mieć już dość tych wszystkich rad, instrukcji, teorii, książek, kolorowych komiksów, warsztatów, cytatów, artykułów (z tym włącznie), możliwe, że nadszedł wtedy czas samodzielności. To świetny znak jeśli już nie chce ci się tego wszystkiego czytać! To trochę jak z wygłodniałym dzieckiem. Gdy zaczniesz regularnie je karmić, na początku rzuci się na pożywienie i będzie opychać ile tylko może, by zrobić sobie zapasy, uzupełnić niedobory, przybrać na wadze i rozkoszować się smakołykami. Gdy już trochę się naje, zacznie jeść regularnie i odpowiednią ilość. Gdy nasyci się również dostępnością i regularnością, może zacząć chcieć gotować samemu lub wręcz pojechać w podróż dookoła świata. Pojawia się otwartość i pewnego rodzaju zaspokojenie. Więc to bardzo dobry znak, że przestajesz słuchać Eckharta Tolle, że przestajesz czytać Mooji’ego czy powtarzać mądre cytaty samego Buddy. Wolisz posiedzieć sam w domu niż jechać na kolejny warsztat rozwoju osobistego? Nie kupujesz kolejnej książki? Wolisz pójść na spacer niż przyswajać następną teorię ulepszania siebie?

Gratulacje! Witaj w Samodzielności! Teraz czas na Życie.

 

 

 

 

Zapisz